Reducie na stulecie

Mam talent. Krótka historia pewnej sztuki

Marzena Kuraś o spotkaniu Krystyny Dobrowolskiej z Juliuszem Osterwą

Przypadająca w tym roku setna rocznica rozpoczęcia działalności Reduty staje się okazją i wymusza niejako na różnych instytucjach kultury podejmowanie działań przypominających idee jej twórców, sugeruje potrzebę nowego spojrzenia na ich program artystyczny i społeczny czy namysł nad pewnymi kontynuacjami redutowych idei w dzisiejszym teatrze. Dla mnie stała się ona pretekstem, by przywołać drobny, incydentalny fakt, z powojennej działalności Juliusza Osterwy.

Krystyna Dobrowolska. Źródło: filmpolski.pl
Krystyna Dobrowolska.
Żródło: filmpolski.pl

Nie był on jednak drobny i mało istotny dla niezasłużenie zapomnianej i dziś prawie nieznanej Krystyny Dobrowolskiej (1918–2001). Ta reżyserka i scenarzystka filmów animowanych, dokumentalnych, oświatowych oraz pisarka od lat pięćdziesiątych nękana była przez komunistyczne władze reżimowe za swe poglądy i przywiązanie do wiary i religii chrześcijańskiej. Pochodząca z przedwojennego środowiska inteligenckiego ukończyła w 1947 roku, z wojenną przerwą, Uniwersytet Jagielloński, na wydziale filozoficznym na historii sztuki. Jej zainteresowania filmem doprowadziły ją do Łodzi, gdzie w latach powojennych była słuchaczką Wyższej Szkoły Filmowej. W 1948–1952 studiowała w czeskiej Pradze na wydziale Dramaturgii Filmowej w Akademii Sztuk Dramatycznych jako stypendystka Filmu Polskiego. Później pracowała w Wytwórni Filmów Animowanych w Bielsku-Białej, Wytwórni Filmów Oświatowych w Łodzi, a w latach sześćdziesiątych w warszawskim Studiu Miniatur Filmowych i Czołówce. Jej najbardziej znanym osiągnięciem jako reżyserki i scenarzystki był animowany serial dla dzieci Przygody misia Colargola (1969–1972), za który w 1974 roku otrzymała Nagrodę Prezesa Rady Ministrów. Spośród innych jej filmów warto wspomnieć scenariusze i reżyserię dokumentów, takich jak Kiliński (1965), Zamki polskie (1966), Jan Henryk Dąbrowski (1967), I taka jest Warszawa (1969) czy Powstanie Wielkopolskie (1971).

Krystyna Dobrowolska była także autorką opowiadań, słuchowisk i trzech sztuk dramatycznych. Jedna z nich, jej młodzieńczy dramat zatytułowany Romana, powstały w czasie wojny, opisuje młodzieżowe środowisko przedwojennej krakowskiej artystycznej inteligencji. Odbiegająca swą dziewczęcą problematyką od spraw młodych ludzi z czasów peerelowskich, bliższa była Ślubom panieńskim Aleksandra Fredry czy komediom Włodzimierza Perzyńskiego. Z tą właśnie sztuką wiąże się wspomniany „incydent”.

W czasie wojny Krystyna Dobrowolska pracowała w Muzeum Książąt Czartoryskich, nad zbiorami którego opiekę sprawowało Muzeum Narodowe, gdzie jako asystentka zatrudniona była żona Juliusza Osterwy, Matylda Sapieżanka (1906–1983). Prawdopodobnie za jej i wspólnych znajomych pośrednictwem Romana trafiła w ręce Osterwy, który zainteresował się dramatem. Do spotkania autorki z twórcą Reduty doszło już po wojnie, gdy Juliusz Osterwa był dyrektorem teatrów krakowskich i rektorem Państwowej Szkoły Dramatycznej w Krakowie (1946/1947). Tak wspominała je Dobrowolska:

„Na drugi dzień poszłam do Osterwy. Gdy powiedziano moje nazwisko, przyjęto mnie zaraz. Osterwa leżał w łóżku, przywitał się ze mną bardzo uprzejmie, przedstawił mnie dwóm osobom znajdującym się w pokoju. Jedna z nich to Jerzy Tuwan, aktor Teatru Słowackiego, druga – jakaś pani, niemłoda i bez wyrazu. Powiedziałam o tym, że [Jadwiga] Żmijewska nie chce się zająć moją Romaną, że komedia nie podobała się jej, nie chwyciła ją po prostu. Osterwa był tym postępowaniem jej jak gdyby urażony. Zaczął zaraz opowiadać gościom, że napisałam komedię Romana. Opowiadał z werwą, po aktorsku. «Akcja rozgrywa się tu» – zaczął, wskazując ręką – «w Krakowie, w Akademii Krakowskiej. Jest to miłość młodej malarki do profesora malarstwa. Ona i jej siostra posądzają go, że jest ojcem domniemanej kuzynki Romany. Zapraszają go do domu, konfrontują z portretem Romany. Romana nigdzie nie występuje, ale jest główną bohaterką komedii. Tam jest życie» – mówił Osterwa – «to jest wzięte z życia – tylko» – rzekł ze smutkiem, «żeby nie było plotek na profesora – tak nieraz papier szeleści – ale tam jest życie» – jako przykład przytoczył scenę szczerej rozmowy. Potem zwrócił się do mnie – pani ma talent – pani ma coś do powiedzenia w teatrze i zapytał się mnie, czy coś jeszcze pisałam. O moim talencie mówił z głębokim przekonaniem i rzekł później – «Szczęśliwie, że jest tu pan Tuwan». Oddał mnie pod opiekę Tuwana. Zapamiętałam twarz Tuwana – piękna i zimna. Oto w Teatrze Słowackiego odbywały się co jakiś czas zebrania polonistów, zazwyczaj przed przedstawieniem Osterwy. Tam miałam czytać moją sztukę z polecenia Osterwy, a poloniści mieli dopomóc mi przerobić ją i skrócić jej dłużyzny. Osterwa zastrzegł sobie, że jeśli sztuka moja nie spodobała się po dyskusji, to i jego protekcja nie pomoże.

Uszczęśliwiona pomocą przyobiecaną pożegnałam Osterwę i zebranych, Tuwan z szacunkiem ucałował mi rękę, a dama patrzyła na mnie z podziwem. W uszach brzmiały słowa Osterwy – mam talent, mam talent. Później na ulicy spotkałam Tuwana. Rzekł mi, żeby w czwartek najbliższy być w Teatrze Słowackiego”.

Koło Polonistów, działające przy teatrze, zorganizowało spotkanie i dyskusja nad sztuką Krystyny Dobrowolskiej faktycznie się odbyła. Romana zgodnie z zaleceniami Juliusza Osterwy została poprawiona i skrócona i miała zostać wystawiona przez studentów Szkoły Dramatycznej. Śmierć Osterwy pokrzyżowała jednak te plany i komedia Dobrowolskiej nigdy nie została pokazana na scenie.

Egzemplarz sztuki, w formie oprawionego maszynopisu, zachował się w domowym archiwum autorki, które obecnie znajduje się w Zbiorach Specjalnych Instytutu Sztuki PAN. Jest to raczej pierwotna wersja komedii, bez skrótów i poprawek wypracowanych na spotkaniu Koła Polonistów. Liczy 81 stron maszynopisu i opatrzona jest autografem autorki. Co ciekawe, dołączony został do niej projekt scenografii do I aktu, akwarela namalowana najprawdopodobniej przez samą Krystynę Dobrowolską. Przedstawia pracownię malarską w mieszkaniu jednej z głównych bohaterek, Aliny, z estradą dla modela, półką z malarskimi przyborami, sztalugami z niedokończonym portretem. Wszystko w spokojnych, pastelowych kolorach w ciepłym jesiennym słońcu wpadającym przez duże okno pokoju.

W ostatnim passusie wspomnień Krystyna Dobrowolska konstatuje:

„Osterwa był zawsze dla mnie bardzo uprzejmy, serdeczny, do ostatniej chwili chciał mi dopomóc. Jeszcze w ostatni dzień swego pobytu w Krakowie chciał mi dopomóc, obiecał, że napisze w sprawie mojej sztuki z Warszawy, ale już nic nie napisał – wrócił w trumnie”.

Marzena Kuraś

Żródło: teatrologia.info

Na zdjęciu: Krystyna Dobrowolska(?), projekt scenografii do I aktu sztuki Romana.

Wróć do strony głównej

Zobacz wszystkie aktualności